niedziela, 2 sierpnia 2015

Wyprawa przez Austrię dzień 3

Melk - Orth an der Donau


Czas pożegnać się z Melk i wyruszyć na podbój Wiednia :) Ranek przywitał nas pięknym słońcem i tak było przez cały dzień. Jedziemy zatem dalej. Wyjechaliśmy z Melk i tuż za nim trafiliśmy na malownicze miejsca lokalnych winnic. Ścieżka prowadzi przez sam środek pól.














A do tego prowadzi również uliczkami małych miasteczek.






I za miasteczkiem kolejne pola













 Wyjeżdżamy z pięknych okolic Melk i zbliżamy się do miejscowości Krems an der Donau. Od razu ostrzegamy...trzeba być bardzo ostrożnym w tym mieście. Można zgubić znaki, a co za tym idzie pokołować trochę po mieście :)








Za Krems kolejny przejazd po tamie







I zbliżamy się do przyjaznej miejscowości Tulln. Jest tutaj duże zaplecze noclegowe. Duże pole campingowe, prywatne pensjonaty, hotele lub hostel w przystępnej cenie.









A ok. 30 km za Tulln widzimy Wiedeń :) Miasto wielkie...sporo czasu zajmuje przejechanie przez nie. Jest tutaj bardzo tłoczno. Rowerzystów od groma!!!! Co zwróciło naszą uwagę? 80% rowerzystów jeździ na szosówkach :D 












Przejechaliśmy metropolię i co przed nami? No właśnie. Wyjechaliśmy z Wiednia i szukaliśmy jakiegoś pola campingowego....a co zobaczyliśmy? Szlak diametralnie się zmienił....krajobraz się oczyścił. Po drodze żadnego baru, kawiarni, miejsca na postój....i ta prosta droga. Przez 20 km żadnego zakrętu. Aż dojechaliśmy do skrętu na miejscowość Orth an der Donau.








I zaczęła się prawdziwa przygoda....poszukiwanie noclegu :) Jednym słowem nie znaleźliśmy takiego :D Po objeździe miasteczka postanowiliśmy zrobić zakupy.


Obładowani pojechaliśmy na obrzeża miasteczka rozbić namiot na dziko. W trakcie rozkładania dostrzegliśmy jakiegoś chłopaka z psem, który szedł w naszą stronę. Był to nasz rodak :) Miło było spotkać kogoś kto mówi po polsku. Porozmawialiśmy chwilę, mówił, że śmiało możemy się rozbić nawet bliżej miasteczka, nikt nie będzie nas niepokoił. Tutaj to częsty widok. I tak zrobiliśmy. Przenieśliśmy się bliżej miasta w bardziej bezpieczne miejsce. Ale to nie koniec. Paweł, bo tak ma na imię przyjechał po jakimś czasie i zaproponował kolację, prysznic i miejsce na rozbicie namiotu na swoim podwórku :) DZIĘKUJEMY!!!! :D


A kilometrów tego dnia również było sporo. Wyszło ich ponad 160 :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz